U Criollo ostatnio naprawdę sporo się działo.
Na jakiś czas do jego stada dołączyła mała Nivia. Dlaczego tylko na chwilę? Bo szybko okazało się, że dziewczynka potrzebowała przede wszystkim… stada.
Nivia miała zaledwie dwa miesiące, ale zdecydowanie nie zachowywała się jak zdrowe, pełne energii świnkowe dziecko. Nie jadła samodzielnie, więc musiałam ją dokarmiać. Całe dnie spędzała pod hamakiem, leżąc i właściwie nie interesując się otoczeniem.
Criollo i jego żony dostały więc pod opiekę małe dziecko. Dziewczynom najwyraźniej ten pomysł nie przypadł szczególnie do gustu.
Criollo miał jednak zupełnie inne zdanie.Został idealnym starszym bratem.
Nivia skakała po nim, wciskała się pod jego futro, odpoczywała przy nim, a kiedy któraś z dziewczyn ją zdenerwowała, natychmiast biegła właśnie do Criollo.
A on? Cierpliwie znosił wszystko. Mała mogła po nim skakać, chować się pod jego futrem i traktować go jak osobistą świnkową bazę bezpieczeństwa. I chyba właśnie tego potrzebowała.
Bo Nivia zaczęła się zmieniać. Zaczęła interesować się otoczeniem, ruszać się, szukać kontaktu z innymi świnkami i przede wszystkim – zaczęła samodzielnie jeść. Odzyskała wagę, energię i zaczęła w końcu zachowywać się jak prawdziwe, dwumiesięczne świnkowe dziecko.
Criollo zrobił więc dokładnie to, czego wtedy potrzebowaliśmy.
Nivia później znalazła swój własny dom, a Criollo wrócił do spokojnego życia ze swoimi żonami.
I wszystko było dobrze. Aż zrobiło się zimno. Zaczął padać deszcz. A Criollo najwyraźniej stwierdził: „O, super. Pora na przeziębienie.”

No i skoro już zachorował, to oczywiście z przytupem. Criollo ma obecnie zapalenie górnych dróg oddechowych i jest w trakcie leczenia antybiotykiem.
I tutaj pojawił się kolejny problem. Leki na serce? Pyszne.

Te Criollo przyjmuje bez większych negocjacji.Ale antybiotyk, lek przeciwzapalny i probiotyk? BLE.
Tutaj zaczyna się przedstawienie. Jest kręcenie głową. Jest próba ucieczki. Jest godne oburzenie. Jest spojrzenie mówiące: „Naprawdę zamierzasz mi to zrobić?”

Ostatecznie jednak, po całej serii prób ucieczki i demonstracyjnego niezadowolenia, Criollo z godnością zjada swoje leki. Bo może i jest majestatycznym, długowłosym panem domu, ale niestety wie, że leki nie są opcjonalne.
Teraz najważniejsze jest, żeby spokojnie przejść przez leczenie i pozbyć się infekcji. Trzymajcie kciuki za naszego kudłatego jegomościa.

Bo Criollo zdecydowanie ma jeszcze wiele do zrobienia. W końcu ktoś musi pilnować swoich żon. I nigdy nie wiadomo, kiedy znowu pojawi się jakieś świnkowe dziecko potrzebujące starszego brata.
