lunorek pisze:Cały czas o tym myślę. Natomiast to ona sama musi chcieć i nie próbować lać szacownej starszyzny stada Małe to a przedsiębiorcze jak Twoja Agata
to przypomina mi się mała Jaśka, to dopiero było ziółko małe. Pierwsze co zrobiła jak do mnie przybyła to rzuciła się z zebami na moje duże świnie a sama malizna miesciała się w otwartej dłoni
O, to podobny muster. To małe też ledwo w dłoni się mieściło, a już szczękało i kłapało zębami jak mały krokodyl z kreskówek. Pierwszą rzeczą jaką zrobiła po wpuszczeniu do kojca to szczypnięcie rozleniwionej i podsypiającej Ivy w tłusty zadek wylewający się z tunelu. Jak ją wpuściłam po chorobie do zagrody to raz, że stado wiało w panice widząc niezidentyfikowany, zataczający się i szczękający obiekt pełznący w ich kierunku (bały jej się tak jakby zobaczyły samego diabła), dwa że mała zaraz próbowała przycapić siekaczami każdą świnię, która śmiała się zbliżyć i ją trącić nosem chcąc powąchać. No i po 5 minutach w kojcu capnęła alfę, która po prostu rzuciła się na małego kalekiego plebsa i musiałam towarzystwo rozdzielać, wiedząc że mały glut ledwie utrzymujący równowagę jest w tym starciu bez szans... Co dalej, czas pokaże. Na razie siedzi z nimi w kojcu, ale przez kratkę.