Stadko koluski

Tutaj opowiadamy o naszych pupilach.

Moderator: pastuszek

Regulamin forum
Tematy nie odwiedzane dłużej niż 90 dni będą usuwane.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Dzima
Posty: 10159
Rejestracja: 08 lip 2013, 18:30
Miejscowość: Rogoźno
Lokalizacja: Wielkopolskie
Kontakt:

Re: Stadko koluski

Post autor: Dzima »

Hejzel ten rok upłynął na ciągłym żebraniu :laugh:
Pyrka i Winicjusz
Za TM :candle: Chelsea, Żyleta, Zula, Szkatuła, Gryf, Koko, Sztanga, Misia, Chimera, Pataszon, Harpia, Furia
Awatar użytkownika
koluska
Posty: 125
Rejestracja: 23 paź 2014, 13:02
Miejscowość: Wrocław
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Stadko koluski

Post autor: koluska »

Dzima pisze: 03 lis 2024, 19:31 Hejzel ten rok upłynął na ciągłym żebraniu :laugh:
Żarty żartami, ale nie. Dopiero jak jej zaczęłam dawać dodatkowe frykasy, to zaczęła ;)
Awatar użytkownika
koluska
Posty: 125
Rejestracja: 23 paź 2014, 13:02
Miejscowość: Wrocław
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Stadko koluski

Post autor: koluska »

Melduję że nic złego się nie dzieje. Iskra pnie się po szczeblach kariery żebraczki, a Koko już całkiem swobodnie czuje się na hamaczku. Żwirek próbował też wleźć na hamaczek, ale poprzez podciąganie się przednimi łapkami, więc daleko nie zaszedł. A Hejzel to jest za ciężka na takie atrakcje
https://drive.google.com/file/d/1Pw2nOL ... drive_link
https://drive.google.com/file/d/1nsSN6U ... drive_link
https://drive.google.com/file/d/1YzOM12 ... drive_link
https://drive.google.com/file/d/188PXf9 ... drive_link
Awatar użytkownika
koluska
Posty: 125
Rejestracja: 23 paź 2014, 13:02
Miejscowość: Wrocław
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Stadko koluski

Post autor: koluska »

Żyjemy! Miałam strasznie pracowite kilka ostatnich miesięcy :tired:
https://drive.google.com/file/d/1rqBH4K ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/1Pl9BSp ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/1-ozt9G ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/1dwLDzf ... sp=sharing
https://drive.google.com/file/d/1RTCISN ... sp=sharing
Iskierka w tym roku zaliczyła 2 usg serca, bo jednak stan serduszka się trochę pogorszył. Wjechało Cardisure w najmniejszej dawce i jest lepiej. To jest zupełnie świeża nowina, bo z poniedziałku. Za to w zeszłym tygodniu przyprawiła mnie o zawał serca, bo zaczęła kicać na trzech łapkach. Kiedyś miałam świnkę, u której z takiej okazji wyszedł rak kości. Na szczęście u Iskry wyszło tylko stłuczenie, prześwietlenie nic nie wykazało. Pięć dni na przeciwbólowym i dzisiaj już jest prawie ok. Co ciekawe po tych wszystkich atrakcjach raz mi zwiała do łazienki. I potem drugi raz. I dzisiaj ją przyłapałam trzeci raz. Dwa razy siedziała sama, raz z Żwirkiem. Może w końcu zacznie trochę bardziej wędrować, bo spędzanie czasu tylko w zagrodzie jest nie halo i mnie po prostu niepokoi. Jak była młodą świnką, to wybierała się na wędrówki z Kropeczką, a potem też ze Żwirkiem. Kropeczka zniknęła na zawsze, skończyły się wędrówki.
Żwirek ma dwa makrodonty :glowawmur: Tyle dobrego, że póki co zaliczył jedną korektę trzonowców i na tym się skończyło, a miał już ze 2-3 kontrole. Nic ciekawego się nie dzieje, co jest miłą odmianą po poprzednich moich świnkach stomatologicznych.
Z Hejzel całkiem spoko, raz zaliczyła jakiś stan zapalny, ale nie wiadomo co i czy coś rzeczywiście jej było. Dostałam buteleczkę GenoMune i mam dawać całemu stadku do wyczerpania zapasów. Wszyscy zachwyceni, bo mieszam im z karmą ratunkową.
No i Koko - z nią nic się nie dzieje, najwyżej do mnie przychodzi i zaczyna gadać, żebym jakieś jedzenie dała. Poza tym trzyma się ze Żwirkiem, ale też sama lubi siedzieć np. pod stojakiem na buty.
Awatar użytkownika
koluska
Posty: 125
Rejestracja: 23 paź 2014, 13:02
Miejscowość: Wrocław
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Stadko koluski

Post autor: koluska »

Jak tak dalej będę czekać aż będę miała czas pościągać zdjęcia z komórki, to miesiące upłyną zanim coś tutaj napiszę :ups:
W każdym razie melduję, że stadko weszło w nowy rok komplecie! :jupi: A wierzcie mi - to nie było takie oczywiste. Pod koniec września miałam mieć urlop, więc ustawiłam Żwirkowi standardową kontrolo-ewenetualnie-korektę jakieś półtorej tygodnia przed, bo on po tych korektach potrzebował kilku dni na dojście do siebie. Korekta zrobiona, miałam umówiony hotelik, pokupowane bilety, budzę się rano, mam wyjeżdżać i... jak możecie się domyśleć - pogorszyło mu się. Nawet karmy ze spodeczka nie chciał jeść, biedne bobo. Makrodont pod okiem mu narozrabiał. Został usunięty jego wierzchołek (sam ząb jeszcze całkiem nie wyszedł, ale spokojnie, poczekamy) z śródoperacyjnym wysunięciem gałki ocznej i przez kilka dni miał zaszyte powieki. Z tymi powiekami to nawet było do pewnego stopnia wygodne, bo mogłam go spokojnie łapać od tamtej strony, bo nie widział, że pcham się z łapami. Potem się tak bujaliśmy i bujaliśmy, wrócił do samodzielnego jedzenia, przybrał na wadze, zachowanie wróciło do normy, ale ciągle jechał na przeciwbólowym i dlatego wierzchołek od drugiego makrodonta został usunięty. I mogłam odstawić przeciwbólowy. Chociaż ma jakieś luźniejsze boby i się jutro rano z nim przejdę.
W międzyczasie Iskra się rozłożyła, tylko u niej to od razu zauważyłam, że jest spuszona. W końcu 5 lat razem jesteśmy, to widzę jak jest coś nie halo. Też sobie wyhodowała makrodonta - siekacza. Tego to akurat usunięto w całości. I nawet nie miała przetoki. Z wyników też wyszły jakieś problemy z trzustką, parę razy była na szpitaliku na kroplówkach, dzielna dziewczyna zdemolowała wenflona i dostała Gabapentynę na uspokojenia. O Gabie się dowiedziałam dopiero następnego dnia i wtedy zrozumiałam, co ona tak skołowana była na wieczór. Też wrociła do jedzenia i też coś mi teraz podpada - chyba starość nie radość i jelitka nie pracują jak powinny - na razie dostaje węgiel i Petbiom i jest ok. Trochę gramów zgubiła, ale właśnie jej wracają.
Koko w jakimś momencie sobie złamała paluszka w przedniej łapce (tego najbardziej na zewnątrz) i w tej chwili mam jeden paznokieć mniej do skracania. Dzielnie sobie zerwała bandaż dwa razy jak była już po amputacji. Aż w końcu się wkurzyłam i zrobiłam jej bucika na szydełku :D Potem skoczyłam do przychodni, dostałam foczkę aprobaty i do końca gojenia się mała popylała w bucikach robionych na wymiar. Tylko ja umierałam ze strachu, bo bałam się, czy za mocno jej nie zaciskam "sznurówki", ale było ok, łapka nie odpadła.
Last but not least, Hejzel. W końcu poszłam z nią na usg serca w tym tygodniu i kontrolne obejrzenie i pobranie krwi. Wetka wymacała coś pod szyją i jak już tam byłyśmy na usg, to też jej sprawdziła tarczycę. Ma guza, będzie usuwanie (ale wyniki tarczycowe póki co w normie).
Więc tak, działo się i mam nadzieję, że aż takich rozrywek nie będę miała chociaż przez kilka miesięcy.
Ach! Iskra dobija do siódmego roku życia! :love:
ODPOWIEDZ

Wróć do „Nasze świnki”