Kochani przepraszam za tak długą nieobecność, niestety im więcej dni upływało, tym trudniej było się zebrać do wybierania zdjęć i pisania postu
Ale teraz trochę spróbujemy nadrobić zaległości, a potem, może mniej zdjęć a częściej - muszę pracować nad swoją systematycznością.
Łączenie bobków nie było najspokojniejsze, ale obyło się bez strasznych scen. Łączyliśmy ich na rozłożonym łóżku, oczywiście na czystych kocykach, z poduchami zamiast domków i siankiem. Zrobiliśmy 3 podejścia. Za pierwszym razem Milky bardzo ganiała Blacky a ona jest małym krzykaczem więc mimo, że nic się nie działo, krzyczała jakby Królowa stada ją rozszarpywała żywcem. Za nimi biegał Snowy mrucząc co sił w płuckach i od czasu zaznaczając, że jest samcem

co chyba Blaky bardziej przestraszyło niż uszczypnięcia Milky w zadek. Bo przed nim uciekała, za to do niej cały czas próbowała się zbliżyć. Za drugim razem było podobnie, ale już mniej gonitw , a więcej leżenia i jedzenia sianka. Za trzecim razem było już o wiele spokojniej, choć gdy Blacky podeszła zbyt śmiele, Milky-alfa ją przeganiała. Na szczęście malutki krzykacz ma wojowniczą duszę i się nie poddawała ani nie zrażała. Po tym łączeniu wyszorowaliśmy całe prośkowisko i wpuściliśmy całą trójkę do "nowego" domku. Stwierdziliśmy, że już trzeba bo Blacky coraz bardziej gryzła kratki w klatce i baliśmy się, ze sobie coś zrobi.
W domku także było ganianie, przeganianie, mizianie

i szczypanie w zadek, na co Blacky chowała się do Sharknado (dużego rekinka) pod poduchę i jakiś czas tam siedziała. Daliśmy jej czas, aż zaczęła śmielej wychodzić i kłaść się w innych miejscach. Nauczyła się też, że jak głośno krzyczy to Milky odchodzi i zostawia ją w spokoju, tzn. taka sytuacja: Blaky leży
pod półeczką, podchodzi do niej Milky zaczyna niuchać, wtem krzyk, kwik i zaciąganie! Biegnę, patrzę, a Milky patrzy na mnie z pytaniem w oczach "a tej co?" Przez alarm obronny Milky oduczyła się szczypać Blacky w zadek

Takie zachowania potrwały klika dni, ale za każdym razem gdy wyjmowaliśmy Blacky bez chmurek, bardzo kwiczała za nimi, a po powrocie popcornowała ze szczęścia, że do nich wróciła (do niedawna tak reagowała na każdy powrót do domu, jakby już miała tam nie wrócić). Teraz to już jest szczęśliwe stado. Gonitwy, tylko jeśli Blacky ma rujkę i sama próbuje zdominować Snowyego, co wcale mu się nie podoba i zaraz odwdzięcza się tym samym, czyli dosiadem od tłu
No, to teraz mała fotorelacja.
S i M:Tak oto pilnowaliśmy naszej nowej koleżanki (Blacky jest pod poduszką)
Si M: Czasem nawet wychodziła
M: Ale to ja tutaj rządzę i każdy musi o tym wiedzieć!
B: A ja tylko chcę trochę sianka om nom nom sianko to dobra skrytka!
S, M i B: Tooo jest mój kaawaałeeek kocyka xD
A tutaj już czekając, aż duzi posprzątają
S: Niuch, niuch, niuuuch tak bardzo kocham małą sułtankę!
Byliśmy też u weterynarza...
M: W ogóle to nas porwali do tego miejsca białego co dziwnie pachnie, tak się bałam, że nawet siedząca na głowie Blacky mi nie przeszkadzała. Mówili coś o kompleksach w badaniach i jakieś kwi czy krwi...
S: Nooo i nas strasznie potraktowali tam! Mówię Wam, wyobraźcie sobie, że znowu zabrali mi boby, ale to nic! Ogolili mi nóżkę! Tą z tyłu, którą drapię się po oczku zazwyczaj, a potem pokuli. To było bardzo nie kwiczki, Milky też tak zrobili, a małej sułtance Blacky chyba nie, przynajmniej nie widziałem. W ten sposób pokazaliśmy jak bardzo się nam to nie podobało po powrocie.
M: To naruszenie królewskiego majestatu! Mnie na dodatek miziali jakimś drągiem z zimnym żelem po brzuszku. Narobiłam im siku na stół, niech wiedzą, że tak królowej się nie traktuje.
B: Po tych strasznych rzeczach (których mi nie robili, ale ciii) powiedzieli dużej mamie, że Snowy ma jakieś drożdże i pierwotne coś tam w bobach i że nie może przez jakiś czas jeść z nami warzywek (strasznie mu współczułam, nawet sobie tego nie umiem wyobrazić!) Ale dostawał coś do pyszczka płynnego, kto wie, może to było dobre, ale nie chce się przyznać? W każdym razie jadłam z Milky w poczekalni i to było fajne bo nauczyła się, że ja też mam prawo do talerza i przestała mnie od niego wyganiać.
S: Na szczęście po paru dniach, po tym jak znowu mi zabrali boby okazało się, że już nie mają drożdży i czegoś tam i mogłem już jeść normalnie. Och jakie o było pyszne, właśnie zjemy coś?
Odwiedziliśmy też świnkowych dziadków.
M: Na jakieś święta z jajkami, byliśmy u dużych dziadków i tam mieszkaliśmy przez parę dni. Było całkiem spoko, ale wolę swój domek i swoje miejsca. Co widać, jak śpię w swoim ulubionym tuneliku.
M: I mimo, że sułtanki są teraz dwie, to królowa może być tylko jedna!
B: Mnie całkowicie odpowiada rola księżniczki
S: Jam jest sułtan władca całego koca!
S, M i B: Duzi byli też na jakimś tam wyjeździe wakacyjnym, opiekował się nami wtedy brat dużej. Spoko gość, szybko przynosi ogórki na zawołanie. Duża mama mówi, że przytyliśmy przez ten czas, ale co mieliśmy robić jak ich nie było? Powiedzmy, że zajadaliśmy tęsknotę... Poza tym, oni chyba też tęsknili, podobno to my! Zgadnijcie kto jest kto!
