No niestety, mój syn się nie patyczkuje i jak już choruje, to z pompą. Ja w związku z tym żyję sobie na szalonym poziomie stresu od września. W tej chwili mam jeden cel. Doleczyć młodego do końca tygodnia, a w niedziele rano, spakować mu plecaczek i wysłać razem z siostrą na święta do ojca. Myślę, że 500 kilometrów odległości zapewni mi spokojne święta, a inhalator i zestaw pierwszej pomocy w razie infekcji - spokój sumienia.
Oprócz problemów z potomstwem na własnej piersi wychowanym mamy też problem z kocią częścią rodziny. Mianowicie - uciekła i przepadła nam jak kamień w wodę Shiva. Dziś minęła szósta noc, jak nie ma jej w domu. Liczę nocami, bo jednak wtedy największy mróz, a ona zwiała mi wieczorem... Wszelkie grupy, olx, trojmiasto, schroniska, straż miejska i dwie zaprzyjaźnione kocie fundacje poruszyłam. A powsinogi jak nie było tak nie ma
Świniażeria ma się dobrze. Zaanektowały łazienkę na wybiegi, chociaż jak tam wchodzę, to zwiewają w kąt, a Trema włazi na lub pod Shani. No co zrobię. Taką twarz dostałam w genach

Ale za to wróciłyśmy z Shani do żebrania przy prętach. Tzn. ona żebrze i się drze. Trema patrzy na nią jak na idiotkę i czeka w domku, aż jedzenie się pojawi.
I na koniec filmik
https://plus.google.com/u/0/photos/1027 ... KP9mvbW1QE