No i stało się - nie mam już w domu żadnej świni. Po raz pierwszy od 8 lat, a gdyby nie liczyć przerwy między Gejusiem a pierwszą moją świadomą adopcją - po raz pierwszy od 12 lat nic w domu nie kwika na dźwięk otwieranej lodówki. Smutno trochę...
Sombra zamieszkał w nowym domu.
Koko też - tak, żyje i ma się dobrze, choć przez ten rok dorobiła się problemów zębowych (ma siekacza olbrzymiego, który krzywo rośnie i psuje cały zgryz - na szczęście nie przeszkadza w jedzeniu). Kilka dni temu trafiła do Dzimy na łączenie z jej stadem

i zobaczymy - może choć na stare lata nie będzie samotna i spędzi resztę życia w spokoju, bez wrzasków dzieciarni.
A dla mnie kończy się pewien rozdział - piękny rozdział, pełen kwiczącej miłości, fruwających bobków, wywalonych stópek...
No chyba że zdarzą się jakieś interwencyjne tymczasy, wtedy zawsze mięknę
