Z tego co zrozumiałam, to świnka po prostu nie piła, tak więc podejrzewam, że i nie jadła pewnie, bo niby "nie otwierała pyszczka w ogóle"... Podejrzewam zbyt długie ząbki. Chyba że "wbite" w przełyk ziarno (wiem coś o tym, bo jak byłam mała to sama się zakrztusiłam niełuskanym ziarnem owsa - łuska jest chropowata i dodatkowo uszkodziła przełyk), co wydaje mi się prawdopodobne, bo przecież mała dostawała karmę na wagę.
Bo dziwne, żeby nie otwierała pysia z osłabienia chorobą, skoro rzekomo "nie dało się jej złapać w klatce" (wiem, że to wymówka-górę klatki można ściągnąć i wtedy da się złapać nawet najdzikszego prosiaka).