Mara pisze:
Tunel bardzo się maluchom spodobał. Ganiały się w nim i mijały ze sobą, a później przyszedł wujek i ruch został zatamowany przez jakąś doopę na drodze
Świetne!
Mara, ale ci się stadko udało. Trzymam kciuki, żeby nigdy się nie pokłócili
Hej! Bąki rosną jak na drożdżach. Zwłaszcza Trufelek zapowiada się na dorodnego prosiaka. Waży już prawie pół kilo.
Wczoraj maluchy miały ciężki wieczór. Fuńkowi coś odbiło i zaczął je ganiać i gwałcić. Non stop ścigał po pokoju a to jednego, a to drugiego. Zefirek wskoczył w końcu na paśnik i siedział na nim jak papużka, byle ten oszołom go nie dosięgnął. Wtedy postanowiłam, że maluchy zamknę na noc w klatce, a Funiek zostanie na zewnątrz i ochłonie... Podziałało i dzisiaj cała trójka zachowuje się normalnie.
Oswajanie idzie powoli. Zefir je mi już z ręki, ale jak chcę go pogłaskać, to czmycha. Lubi za to siedzieć na kolankach. Jeszcze trochę i będzie z niego wzorowy miziak
Trufel czasem daje się wziąć na ręce, a czasem za nic w świecie nie chce zostać złapany. Na jedzonko od Dużej jeszcze się nie skusił. Pracujemy nad tym.
Czas na aktualizację. Nie mamy niestety najlepszych wieści. Funio ma problem z zębem olbrzymim.
Po badaniach okazało się, że ząbki nie wyglądają najlepiej, ale dopóki wystarczają korekty nie będziemy decydować się na niebezpieczny zabieg usunięcia zęba. Na tą chwilę nie jest źle. Funio trzyma wagę i funkcjonuje zupełnie normalnie. Raz w miesiącu ząbek jest piłowany. Oby to wystarczało jak najdłużej.
Hej. Tu Mara. Piszę z konta męża, bo od jakiegoś czasu mam problem z logowaniem i wyskakuje mi błąd.
Z resztą, nie będzie już chyba więcej wpisów w tym wątku. W piątek, 10 sierpnia, niemal rok po śmierci Bysia odszedł od nas Funio. Moja pierwsza, najukochańsza świnka. Korekty przestały mu pomagać i było coraz gorzej. Właściwie przez ostatni miesiąc nie był już sobą. On, nasza "świnka szablozębna", zawsze najbardziej ruchliwy i zawsze najodważniejszy nagle stracił swój zapał do życia. Nie mam siły o tym pisać...
Wiem przynajmniej, że miał naprawdę dobre życie. Wiem, że był szczęśliwy przez te cztery lata i jakoś intuicyjnie wiem, że byliśmy sobie przeznaczeni, jakby urodził się po to, by spędzić swoje życie właśnie z nami.
Kiedyś patrzyłam, jak zasypiał na moich rękach jako maluszek, a teraz byłam z nim, gdy zasnął po raz ostatni.
Jest teraz za Tęczowym Mostem. Razem z Bysiem.
Dziękuję za słowa wsparcia.
Młodziki wydają się lekko zagubione bez lidera, ale ogólnie wszystko z nimi w porządku. Żyją sobie z zgodzie. Dobrze, że wzięliśmy wtedy dwa prosiaczki, a nie jednego, jak było planowane. Przynajmniej nadal mają siebie.