Dawno tu nie zaglądałam. Od czasu kiedy Bubusia odeszła straciłam wenę do prowadzenia wątku. Nie mogę tu wchodzić. Serce mi pęka za każdym razem i za każdym razem mam łzy w oczach. Nie wierzyłam, że można się tak związać emocjonalnie z prosiakiem. A ona była na prawdę wyjątkowa. Wolała człowieka niż inne świnki. Zawsze jej przeszkadzały. A na rękach 30 sekund i śpi z zamkniętymi oczami i mrrr, mrr, mrr... Czekała aż się ją wzięło na miękki kocyk. Dramat nie do opisania
A stado spasione, tłuste, dorodne... Czyli w sam raz do miziania. Wszystkim wypada sierść. Grzyb to nie jest, bo byłam z Maszką. Prawdopodobnie uczulenie na proszek, które dostałam i ja i się zorientowałam za późno. Też poszłam do lekarza a lekarz na to że nie wie

Zmieniłam proszek i uczulenia już nie mam, ich rzeczy piorę teraz w tym samym proszku co swoje i obserwujemy czy futerko odrasta. Ogólnie mają swój pokój 11m2 z wybiegiem. Póki nie ma tam mebli to korzystają z całej przestrzeni.
Mama się śmieje, że mają dom za kilkadziesiąt tysięcy - jakby przeliczyć to faktycznie coś w tym jest, dzieląc mieszkanie na metry i ich zajmowaną część.
Owieczkowie zajady zeszły. Nie ma śladu i póki co (tfu, tfu) nie wraca nam to. Ale wracają nam łzawiące oczka. Nie wiadomo czemu, Owca zdrowa jak ryba.
Bianki największym problemem jest brzuch ciągnący się po podłodze i ostrogi na łapkach. I tak sobie żyjemy...
